|
||||||||||
|
|
Napływ taniej siły roboczej może mieć negatywne skutki
Polska jest jednym z niewielu krajów, które podobno najmniej dotknął kryzys gospodarczy. Nie zmienia to jednak faktu, że przedsiębiorcy i tak tną koszty z powodu „kryzysu gospodarczego” i szukają alternatywnych rozwiązań, do których można zaliczyć m.in. zatrudnianie obcokrajowców. Największym zainteresowaniem cieszą się nasi wschodni sąsiedzi. W szczególności Ukraińcy i Białorusi. Już dzisiaj na Pomorzu widać zwiększającą się z miesiąca na miesiąc liczbę pracowników ze wschodu. Najczęściej zatrudniani są oni do takich pracy jak sprzątanie, gotowanie czy budowanie. W związku z tym, że wykonują oni pracę za wynagrodzenie dużo niższe niż miejscowi pracownicy, stanowią oni zagrożenie dla mieszkańców Pomorza. W zeszłym roku tylko w samym Pucku odnotowano 102 obywateli ze wschodu zatrudnionych w polskich firmach, tym samym Polaków rejestrujących się w urzędach pracy przybyło dwa razy więcej w styczniu 2011 w porównaniu do stycznia 2010 roku. Przedsiębiorcy widzą pozytywne strony zatrudniania cudzoziemców, bo przecież dzięki nim interes się kręci. Robotnicy ze wschodu są przecież pracowici i szybko się uczą, poza tym nie mają wygórowanych wymagań więc dodatkowo przedsiębiorca może przyoszczędzić na kosztach. Różnica w wynagrodzeniu pomiędzy polskim a wschodnim pracownikiem jest spora – niewykwalifikowany polski pracownik na budowie dostaje 1400zł, to Ukrainiec będzie wykonywał tą samą pracę za 800-900zł. W ostatnim czasie, jedna z ogólnopolskich agencji pośrednictwa pracy sprowadziła na Pomorze pracowników z Nepalu, którzy bez trudu znaleźli zatrudnienie w okolicznych fabrykach. Obawy o zabieranie miejsc pracy Polakom nie są więc bezpodstawne. Niestety jeśli coraz większa liczba pracowników wschodnich będzie godziła się na pracę za marne wynagrodzenie, to przedsiębiorcy będą woleli ich zatrudniać, a polscy pracownicy będą zmuszeni szukać pracy poza granicami naszego kraju. wyświetleń: 1442 zamieszczono: 2011-02-11 16:01 Autor: Katarzyna Talaga |